Sztuka po Trydencie w Archidiakonacie Lubelskim w XVII wieku

Sztuka po Trydencie w Archidiakonacie Lubelskim w XVII wieku

51.00

2 w magazynie

Kategoria:

Dziś, chwała Panu, zakończył się zdalnie sterowany rok szkolny, od jutra mamy wakacje. Ponieważ jest pandemia i ludzie zarzekają się, że nie będą jeździć za granicę chciałbym dziś coś zaproponować. Jedną książkę wydawnictwa Rewasz i jedną książkę wydaną przez KUL. I niech mi nikt nie zarzuca, że sprzedaję wyłącznie drogie książki w miękkich oprawach. To nieprawda.

Książki Rewasza wszyscy znają, więc nie będę się tu o nich rozpisywał, ale ta, którą wziąłem z KUL. Nosi ona tytuł Sztuka po Trydencie w archidiakonacie lubelskim w XVII wieku.

Oto fragment wstępu:

Pozycję Kościoła Katolickiego w epoce nowożytnej zdeterminowały dekrety Soboru Trydenckiego. Ojcowie soborowi poruszyli problem sztuki przy okazji dekretu o kulcie świętych obrazów i relikwii. Teoria sztuki sakralnej pojawiała się dopiero w pismach wielkich teologów, takich jak Karol Boromeusz, Fryderyk Boromeusz, Robert Bellramin i Cezary Boroniusz, którzy wskazywali na praktyczny sposób jej wykorzystania, jako symbolicznego narzędzia do wprowadzania i kodyfikacji reformy trydenckiej. Bezpośredni wpływ na kształt sztuki mieli także drugorzędni pisarze katoliccy, którzy upraszczali i popularyzowali zasady głoszone przez wielkich teologów. Sztuka miała być symbolicznym nośnikiem, pomocnym zwłaszcza we wcielaniu w życie nowej, posoborowej liturgii.

Dlaczego ja tak poważną pozycję naukową, którą w dodatku umieszczam w ofercie w opozycji do prezentowanej tu wcześniej książki o kościele w Krzyżanowicach https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

łączę z wakacjami i niemożnością wyjazdu za granicę z powodu koronawirusa?

Już tłumaczę. Oto archidiakonat lubelski w XVII wieku obejmuje tereny od Siedlec na północy do Krzczonowa, z którego pochodził Wojciech Siemion, znany partyjno-chłopski aktor, na południu. I od Parczewa na wschodzie do Ciepielowa i Lipska na zachodzie. Przez sam środek tego obszaru płyną dwie rzeki: Wisła i Wieprz. Propozycja, by odwiedzić przynajmniej kilka z prezentowanych w tej pracy miejsc i zobaczyć na czym w praktyce polegała realizacja postulatów Soboru w Trydencie i co z tego zostało, jest moim zdaniem warta rozważenia. Tym bardziej, że po Wieprzu można pływać kajakami, a nad Wisłą w okolicach Kazimierza, Janowca i Wąwolnicy jeździć rowerem. Zabranie ze sobą prezentowanej tu książki wiele ułatwi, albowiem zawiera ona mnóstwo zdjęć obiektów istniejących jeszcze, których bez jej pomocy, nie skojarzylibyśmy ani z reformą, ani z Trydentem.

Ja, ponieważ większość opisywanego w tej książce obszaru jest mi doskonale znana, a jego środek, to po prostu kraina mojego dzieciństwa, chciałbym wskazać, bez specjalnego roztrząsania ich roli i wagi dwa obiekty. Pierwszy to kościół i klasztor w Wysokim Kole, który jest po prostu fantastyczną XVII wieczną skamieliną w leśnym krajobrazie Mazowsza. Drugi zaś, to całkiem przebudowany, na początku XIX wieku przez Christiana Piotra Aignera, kościół w Żyrzynie. Świątynia nie ma już nic z ducha Soboru, ale jest tak piękna, że hej. Klasycystyczna, na planie koła, z dużą latarnią na kopule, posadowiona w niezwykle malowniczym otoczeniu. Co prawda ksiądz proboszcz kazał go pomalować na żółto w czasie ostatniego remontu, ale nie bądźmy przesadnie drobiazgowi. Kościół jest naprawdę piękny.

Tak więc mam dwie propozycje: Beskid żywiecki z wydawnictwa Rewasz i Sztuka po Trydnecie w archidiakonacie lubelskim. Aha, mamy znów książkę prof. Grzegorza Kucharczyka