Co zrobić ze wschodem Europy?

Co zrobić ze wschodem Europy?

45.00

509 w magazynie

Dla pokoju na świecie, dla uzdrowienia moralnego i dobrobytu materialnego chrześcijaństwa trzeba odbudować i ożywić Moscovię – wielką (nadal pozostanie ona wręcz olbrzymia), prosperującą, wolną, jeśli potrafi, a zwłaszcza pracowitą. Dla jej własnego dobra i dla interesu tegoż pokoju nie należy wskrzeszać – ku niewątpliwej korzyści Germanii – tego wiecznie szukającego zaczepki i niepoprawnego ciemiężcy ludów, którym było Imperium Wszechrusi.

Co do Polski, zwracam się do ludzi Zachodu, jej starych przyjaciół, jej współuczniów lub nauczycieli w kulturze łacińskiej i mówię im: Opatrzność otworzyła przed wami możliwości, które już nigdy nie wrócą. To pora wielkich czynów, a nie robi się wielkich czynów nieszczerze. Skoro wreszcie zdecydowaliście się odbudować Polskę, nie kupczcie w imię podlegających dyskusji i pozbawionych sprawdzonych dowodów „zasad”, nie dajcie się otumanić szemranym politykom i agitatorom do stworzenia niebyłych narodowości i państw, ale ustanówcie ją z jej naturalnymi i historycznymi sprzymierzeńcami, tak wielką i tak mocną, jak to możliwe, ponieważ dla was nie będzie ona nigdy niebezpieczna, a będzie mogła być pomocna. Robiąc to, uniknijcie małostkowości wypatrywania błędów wczorajszej Polski, tej, której pierwszym obowiązkiem, gdy znajdowała się pod ciężką okupacją wroga i gdy pozostawała aż do ostatniej chwili przez was opuszczona, było zabezpieczyć swoje życie, podobnie jak w przypadku waszych braci z północnego zachodu. Pomyślcie o narodzie polskim z dnia jutrzejszego i z dalszej przyszłości, którego całą polityczną mentalność formujecie w tej chwili. W swoich procedurach nie zapominajcie, że ten naród, który posiada wszystkie wasze wady, posiada także wasze najlepsze zalety. Jest dzielny, jest dumny. Zraniony i znajdujący się w groźnym niebezpieczeństwie przyjąłby zarazem pomoc, jak i wskazanie kierunku przez starych przyjaciół. Byłoby dla Polski upokarzające, gdyby zaniedbano poznania jej z bliska i wskutek tego narzuciło się jej jak uwolnionemu jeńcowi pośmiertną opiekę jej wczorajszego ciemiężcy.

Hipolit Korwin-Milewski