Żywot św. Jozafata Kuncewicza opowiedziany na tle historii kościoła ruskiego

Promocja!

Żywot św. Jozafata Kuncewicza opowiedziany na tle historii kościoła ruskiego

Original price was: 89.00zł.Current price is: 69.00zł.

Na stanie

Kategoria:

Na wieść o tym, co się dzieje w Połocku, Jozafat pospieszył z powrotem. Ostrzeżono go, iż schizmatycy przygotowali zasadzki na drodze. Nie zważał na to i przybył szczęśliwie do swej stolicy. Serce jego zakrwawiło na widok odstępstwa. Ledwie zastał ślad unii w Połocku. Jednak dzięki wierności kapłanów, wszystkie cerkwie były w ręku arcybiskupa. Jozafat nie wezwał pomocy rządu przeciwko emisariuszom bractwa, lecz wniósł tylko protest przeciw wtargnięciu Smotryckiego. Zaczął pracować nad tym, by chwiejących się utwierdzić, a przestraszonym dodać odwagi. Niektórych tak ożywił swoją gorliwością, że gotowi byli dać życie za sprawę unii. Dwóch ludzi stanęło zdecydowanie przy arcybiskupie: burmistrz Doroteusz Achrymowicz oraz pisarz Jan Dziahilewicz. Obaj przez niego nawróceni, znosili teraz ciężkie prześladowanie. Nieraz byli w zagrożeniu życia. Dziahilewicza opuścili jego krewni i przyjaciele. Jego matka była okrutna i nieustępliwa względem niego. Z cierpliwością wyznawcy Pańskiego, znosił obok siebie tę kobietę przez lat siedemnaście.

Jozafat, wróciwszy do Połocka, zaczął na nowo kazania w cerkwi, a kiedy zbyt mało przychodziło słuchaczy, chodził po domach, zasiadał przy stole z nieprzyjaciółmi, starając się nawracać do jedności z Kościołem. Lecz wieści, jakie nadeszły z Witebska, wezwały go tam nagle. Nowe rozruchy wzniecone przez mnicha Sylwestra i niejakiego Jana Kamieńca, popa, wybuchły w styczniu 1621 r. Wystąpili jawnie, i wziąwszy sobie do pomocy Mikołaja Wasilewskiego z Połocka, zgłosili się do Rady miejskiej z listem Smotryckiego, mianującym się arcybiskupem i wzywającym do posłuszeństwa wierny lud białoruski, tj. mieszkańców Witebska. Z początku nie chciano ich słuchać, ale gdy u drzwi dały się słyszeć krzyki tłumu prowadzonego przez agentów Smotryckiego, jedni radni umilkli, drudzy przychylni schizmie, stanęli za nim. Uradzono, że miasto Witebsk nie ma odtąd innego arcybiskupa, jak Smotryckiego. Odebrano uniom cerkwie, a małą liczbę popów, którzy się opierali, wygnano.

Przybywszy do nieszczęśliwego miasta, Jozafat użył swojego zwykłego środka, tj. modlitwy i perswazji. Udało mu się jeszcze kilku ludzi zawrócić ze złej drogi, lecz ogół trwał przy Smotryckim. Stamtąd udał się do Orszy i Mohylewa, także podburzonych, ale i tam niewiele wskórał. W Połocku również źle się działo. Kiedy z końcem roku 1621 powrócił do tego miasta, zastał schizmatyków bardziej ośmielonych niż poprzednio. Jego wierni, Achrymowicz i Dziahilewicz, wstrzymywali ostateczny wybuch jedynie swoją stałością. Ponieważ Smotrycki opierał swoją prawowitość na dekrecie królewskim, jakoby miał zatwierdzać sakrę udzieloną mu przez Teofana, dlatego Jozafat starał się uzyskać i w istocie uzyskał od króla listy, ogłaszające Smotryckiego jako przywłaściciela. Uznawały Jozafata za prawego arcybiskupa i wzywały ludność, aby mu się poddała. Listy postanowił odczytać w ratuszu. Wojewoda Sokoliński, wierny arcybiskupowi, miał prawo zwołać radę miejską. Na uderzenie dzwonu zbiegły się tłumy, gdyż wiedziano, o co chodzi.

Zaledwie Jozafat przemówił, odezwały się głosy: „Nie jesteśmy unitami! Nie ma tu unitów! Precz ze zdrajcą! Zabić duszochwyta!” Przed ratuszem wszczął się ogromny rozruch. Lud rzucił się do drzwi prowadzących do sali radnej. Doszłoby do scen krwawych, gdyby nie przytomność umysłu Tyszkiewicza oraz wojewody. Ostatni wezwał przywódcę tych gwałtów Terlikowskiego, aby uśmierzył rozruch i zapobiegł następstwom. Tyszkiewicz zamierzył z pistoletu do Terlikowskiego: „Oto ty jesteś przyczyną wszystkiego, zawołał, nie ujdziesz nam!”. Jozafat rzucił się między nich i zasłonił Terlikowskiego. Przestraszeni przywódcy uspokoili lud. Jozafat opuścił salę.

Fragment tekstu

Oprawa miękka