Szkoła nawigatorów nr 24 austro-węgierski

Szkoła nawigatorów nr 24 austro-węgierski

35.00

656 w magazynie

Kategoria:

Wiedeń stał się mekką spekulantów. W 1871 roku wprowadzono na giełdę 107 spółek o kapitale 545 milionów guldenów, zaś rok później – 261 spółek o kapitale 1108 milionów guldenów.

Giełda jest grą o sumie zerowej. Zawsze zyskują rekiny kosztem leszczy. Rozproszeni akcjonariusze nie mieli pojęcia o inżynierii finansowej i technikach przewrotów giełdowych. Tak było i tym razem. Rynek finansowy cierpiący w tym momencie na dotkliwy brak pieniędzy zamarł w oczekiwaniu na otwarcie wystawy, a drobnica czekała na ekstrapolację trendu wzrostowego.

Nikt nie brał pod uwagę, że coś może pójść nie tak. Co prawda 1 maja cesarz otworzył wystawę; co prawda przyjechało 15 tysięcy gości zagranicznych, ale okazało się, że gotowych jest tylko kilka pawilonów. Gospodarze nie zdążyli na czas dowieźć i rozpakować eksponatów. Jeszcze miesiąc musiał minąć, by wszystko znalazło się na swoich miejscach. Wystawcy i turyści rozczarowali się niebywałym nieporządkiem, zamętem panującym na wystawie i nieporadnością organizatorów. Nie dość, że załamała się pogoda, było bardzo zimno i padał deszcz, to jeszcze zastrajkowali dorożkarze.

Między walcem wiedeńskim, wystawą światową a giełdą

 

W 1913 roku austriacki polityk Josef Redlich[1] pisał: „(…) Austro-Węgry wyglądają na słabe państwo, nawet w połączeniu z Niemcami, których są satelitą. W Londynie chętnie widziano by rozbitą Monarchię, ponieważ ideałem brytyjskiej polityki jest utworzenie małych państw, które można wygrywać przeciwko sobie”. Od 1907 roku Wielka Brytania pozostawała w sojuszu z Rosją i Francją, a narastający konflikt na Bałkanach odwracał uwagę Petersburga od Azji, co było nie mniej istotne dla Londynu. Odwiedzający Austro-Węgry Anglicy cały czas podkreślali, że imperium jest niespójne i złożone z wielu skłóconych narodów. Było wśród nich wielu madziarofilów i słowianofilów, którzy krzywym okiem patrzyli na panowanie dynastii Habsburgów nad tym konglomeratem narodowości. Na Zachodzie poczynano coraz częściej spoglądać na Czechów jako na orędowników wolności, sprawiedliwości i idei demokratycznych w dualnej monarchii postrzeganej jako państwo skostniałe, sfeudalizowane i opresyjne.

 

Imperium na rozdrożu

 

 

Wracając jednak do Lenina, to trzeba dodać, że świetnie się orientował nie tylko w tym, gdzie jako były rosyjski więzień polityczny ma się udać po pomoc, lecz miał dobrze rozpoznany polski ruch robotniczy i to „z autopsji”. Dobrowolski podawał, że Lenin „uczęszczał na zebrania PPSD, słyszał wystąpienia Ignacego Daszyńskiego, rozmawiał często z Kazimierzem Czapińskim współredaktorem „Naprzodu” znał Witolda Jodko-Narkiewicza z PPS-Frakcji Rewolucyjnej, Zygmunta Marka z redakcji „Więźnia Politycznego”. Także polscy socjaliści uczęszczali na wykłady Lenina. Podobno dyskusje po tych odczytach potrafiły trwać nawet trzy wieczory. Niestety nazwisk dyskutantów nie znamy, ale wiemy jaka kwestia interesowała ich najbardziej. Otóż polskich uczestników owych debat najbardziej frapował sposób rozwiązania kwestii narodowej, o co osobiście dopytywał Lenina Leon Wasilewski (późniejszy minister spraw zagranicznych w rządzie Jędrzeja Moraczewskiego i ojciec Wandy Wasilewskiej). Przyszły lider Kraju Rad stwierdził, że kwestie narodowe łatwo i definitywnie rozstrzygnie sama rewolucja i to po myśli zainteresowanych narodów. Już wkrótce miało się okazać, że chyba nie do końca, bowiem kilku uczestników tych dysput (choćby L. Wasilewski) negocjowało potem warunki pokoju w Rydze.

 

Gacie po Leninie

[1]